czwartek, 8 maja 2014

Klawiatura do przytulania :)





To mógłby być kocyk dla informatyka.
Ale nie jest :)
Tzn. być może mały mężczyzna, dla którego uszyłam ten kocyk,
w przyszłości zostanie informatykiem.
Na razie jest po prostu miłośnikiem komputerowej klawiatury :P
Tak się bowiem składa, że ilekroć rozmawiam z jego mamą przez skajpa :P
Hugo zawsze wyjmuje z laptopa klawisze :P










Po jednej stronie kocyka jest minky,
po drugiej bawełna w komputerową klawiaturę,
a do tego po stronie minky, przez sam środek 
idzie pas klawiaturowych literek wyciętych z bawełny.
Między minky a bawełnę wszyłam jeszcze warstwę mięsistej ociepliny, 
żeby było miękko i przyjemnie;)



























piątek, 18 kwietnia 2014

Pisanaka-wydrapywanka




Odkąd pamiętam mama zawsze na Wielkanoc
wydrapywała na farbowanych w wywarze z cebulowych łupek jajkach
przepiękne wzory.
Niestety, tylko nieliczni znajomi w pełni doceniali te małe dzieła sztuki.
Większość jednak komentowała to w podobny sposób:
- No, całkiem ładne, ale ja tam na ryneczku kupuję - tanie są, nietłukące
(bo drewniane) i w dodatku wszystkie kwiatuszki na nich takie równiutkie.

Może więc dlatego nigdy wcześniej nie próbowałam sama wydrapywać pisanek.
Bo z jednej strony mistrzyni w domu 
(cóż, ja taka nieśmiała byłam= nie śmiałam z mistrzynią konkurować :P),
a z drugiej świadomość, że rękodzieło jest nie w cenie.

I tak było aż do dzisiejszego poranka.
Otóż bowiem dziś rano nagle poczułam*, że muszę, po prostu MUSZĘ!!!
spróbować.
I spróbowałam :)
Do mamy mi jeszcze daleko, ale w końcu od czegoś trzeba zacząć :)


* hehe - może to dlatego, że miałam zabrać się za sprzątanie :P































































wtorek, 15 kwietnia 2014

Wielkanocna kurka





Uszyłam ostatnio kurkę -
taką nie za dużą, w sam raz do koszyczka.







Spodobało mi się.
Uszyłam więc drugą.
Do pary - żeby nie czuła się samotna :P






Spodobało mi się jeszcze bardziej :)

Uszyłam trzecią, czwartą...











....i mnie poniosło :P




















środa, 2 kwietnia 2014

Wielkanocny królik




Wielkanoc to wiosna. A wiosna to zieleń, kwiaty i życie.
Od dawna już chodził już za mną haft.
Nie wyszywałam od lat...hmmm...dokładnie to ostatnią rzecz 
wyszyłam na studiach - chyba w wakacje po drugim roku...
kiedy to było?...a raczej kiedy to minęło?
dziesięć lat z haczykiem...
z jednej strony wydaje się, jakby to było wczoraj, a z drugiej tyle się przecież
w moim życiu wydarzyło i zmieniło od tamtego czasu,
że chwilami mam wrażenie, że to działo się wieki temu, w zupełnie innym życiu.

Ale nie o tym chciałam.
Chciałam o hafcie i króliku wielkanocnym.
Lubię proste wzory, lubię minimalizm,
ale od czasu do czasu potrzebuję koloru, wzorku, zawijaska, czyli
jak mówi mój mąż, "baroku" :)
Wymyśliłam więc, że królik będzie biały, 
ale dla ożywienia - jako że ma to być królik wielkanocny,
a więc wiosenny - wyhaftuję na nim jakąś radosną łączkę.


I tak oto powstał królik różowy.











Nie byłabym jednak sobą, gdybym poprzestała na jednym :)
 Postanowiłam spróbować zmniejszyć nieco poprzednią wersję.
Nie chciałam jednak haftować tego samego motywu.
Drugi więc królik został przyozdobiony lawendową łączką :)





Z wyszyciem lawendy było trochę dziubdzianiny
(być może istnieje jakiś prostszy sposób,
ale ja nie znałam żadnego i wymyśliłam takie plątanie supełków :)
Efekt jednak w zupełności mnie zadowolił
(co zdarza się raczej rzadko :P)









 P.S. Króliku uszyte są z polaru, co sprawia,
że w słońcu lśnią i mienią się jak cukrowe baranki z mojego dzieciństwa :)














piątek, 7 marca 2014

Jedzenie jak z obrazka :)



Padał deszcz. Wiało. Był luty.
Córka przeziębiona, a co za tym idzie marudna.
Potrzebowałyśmy czegoś nowego. Czegoś co ją wciągnie i zajmie na trochę.
Poszłyśmy do kuchni - pomyślałam, że wciągnę ją
w przygotowywanie obiadu.
I jakoś tak wyszło, że wyciągnąwszy kaszę i ryż (nie mogłam się zdecydować)
zamiast zabrać się za gotowanie....zaczęłyśmy z nich układać wzorki na ladzie.









Dobieranie równej długości ziarenek ryżu :) czy nie połamanych połówek grochu,
a potem układanie ich w przeróżne kształty
zajęło nam spooooro czasu -
ale przecież właśnie o to chodziło:)








Czułyśmy się trochę jak Kopciuszek :)






Na koniec córka wymyśliła, że fajnie by było te ziarnka poprzyklejać
 i zrobić z nich obrazki do kuchni.

Cóż, pomysł ciekawy. Wykorzystamy go może przy następnej chorobie :P









.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Morskie żyrafy :)





 Kolorowe, energetyczne żyrafy chwyciły mnie za serce :)
do tego stopnia, że będąc jeszcze w ciąży kupiłam je na kocyk dla syna.
Dobrałam do nich minky w pięknym niebiesko-morskim odcieniu teal.
Byłam przekonana, że dla chłopca będzie idealny.

Niestety, urodził się młody, spojrzałam na niego, na kocyk, znów na niego...
i już wiedziałam - oni do siebie nie pasują! 
Kocyk/narzuta, który uszyłam jest po prostu dla niego zbyt dziewczęcy :P


Kocyk idealnie pasuje do pokoju - całego w bieli
ale, moim zdaniem, musi to być pokój dziewczynki :)

Dlatego muszę teraz rozejrzeć się za czymś pasującym
do mojego małego mężczyzny :)
a żyrafki będą musiały znaleźć sobie innego właściciela (właścicielkę?) :)



























wtorek, 28 stycznia 2014

Słoneczna narzuta/kocyk





 Do uszycia mojej pierwszej rzeczy z materiału minky
podchodziłam jak pies do jeża :)
Wiedziałam już od koleżanki, że szyje się ją ciężko
ponieważ jest dość mocno rozciągliwa.


Nie będę się tu rozpisywała jak cudowny w dotyku jest minky :)
Powiem tylko, że chyba każdy, kto choć raz jej dotknął,
zakochał się w niej bez pamięci :P
Minky to miękkość, w której chciałoby się zatonąć :)






Kolor materiału wybrałam ja,
natomiast wzór bawełny w owady
wybrała moja córka.











Oprócz pewnej trudności w szyciu,
minky jest jeszcze bardzo trudny w fotografowaniu.
Uzyskanie na zdjęciu jego rzeczywistego koloru graniczy niemalże z cudem.
Mi udało się tylko na tych zdjęciach z córką.
Na pozostałych, gdzie bohaterem jest sam kocyk
zdjęcia zupełnie mijają się z rzeczywistością jeśli chodzi o kolory.











 Bo  w rzeczywistości kolor kocyka jest taki jak na zdjęciu poniżej -
ciepły i słoneczny jak piasek na plaży :)








 Kocyk jest tak uszyty, że z jednej strony jest bawełna we wzór z owadami,
a z drugiej strony jest minky, po którego dłuższych bokach są 
pasy (około dziesięciocentymetrowe) owadów.
Wygląda to trochę tak, jakby robaczki wyłaziły spod spodu :)







Cała strona z bawełną została przepikowana na ocieplinie,
dzięki czemu kocyka nie trzeba prasować,
a poza tym jest on trochę bardziej sztywny,
wobec czego świetnie sprawdza się w roli narzuty na łóżko,
albo maty do zabawy na podłodze.











 Pikowania było sporo, prawda. Aż dłonie drętwiały :)
Ale moim zdaniem było warto. 
Bo w dotyku kocyk/narzuta czuje się "jakość" :)
Nie jest takim zwyczajnym "lejącym się" kawałkiem materiału.












 Kocyk/narzuta wyszły duże (około 160 cm długości)
 - chciałam żeby córka mogła porządnie się w niego zawinąć.
I to była bardzo dobra decyzja, bo i mnie się już zdarzyło 
pod nim zdrzemnąć :P